Przejdź do głównej zawartości

bez nazwy blog

Pada za oknem, więc no mam innego robić, jak nie pisać. Zima idzie.

Przeglądałam sobie z nudów internety, ale nie tak normalnie, że oglądasz "jutuby" albo siedzisz na memach, tylko tak bez sensu. Zaglądałam do moich zakładek, usuwałam zbędne dane na przeglądarce, a wszystko dlatego, że rozmawianie z nowo poznanymi ludźmi jest niezręczne.
W końcu wpadłam na mojego starego bloga pod nazwą "adfectus filmowe" (ależ to pretensjonalne)
i przeczytałam sobie recenzję, którą tu kiedyś zostawiłam. Pamiętam, że nienawidziłam czytać swoich rzeczy, bo też wydawały mi się okropne i bzdetne od razu, kiedy kończyłam je pisać. Jednak teraz stwierdzam, że nie. Zainspirowana sama sobą i z potrzeby pisania czegokolwiek, jak przyszło na prawdziwego humana zamierzam tutaj zostawiać swoje myśli duże i małe. Żeby się tu nie rozpisywać (a mam niestety do tego skłonność), od razu przejdę do swoich bzdurnych przemyśleń.

Swoje myśli zawsze lubiłam spisywać, ale nie zawsze regularnie. W różny sposób, ale jednak.
To będzie jedna z nich, kolejna już, forma internetowa. Ostatnio, w formie papierowej, stawiałam sobie zasadę, żeby nie stresować się, jak mam zastój i nie piszę przez następne kilka lat. Teraz też zamierzam tak zrobić, ale jako że jestem istotą niecierpliwą i strumień moich myśli zawsze płynie szybko, wolę pisać na klawiaturze niż ręcznie, niestety. Taka forma, jaka epoka. Sztuka sztuką, ale ludzie od zawsze byli praktyczni i wygodni. Kiedyś pisali listy, ale pewnie dlatego, że maili jeszcze nie mogli. Dlatego wybrałam pisanie na blogu, którego nikt nigdy na oczy nie zobaczy. Bo bądźmy szczerzy, nikt tego nie będzie czytał. Ktoś mógłby zapytać: więc po co? A no bo czemu nie.


W ramach przerywnika wstawiłam takie o zdjęcie, które zrobił mój dziadek dawno dawno temu.
Z jakiegoś powodu bardzo mi się spodobało. Swoją drogą, może kiedyś napiszę coś o swoim dziadku, bo ciekawa z niego postać.

Będę sobie tutaj pisała, albo i nie, o wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych i wielkich, oraz  o bzdetach, typu mam pluskwy w akademiku. Będę czasem pisała kilka razy w ciągu dnia, a potem porzucę to na kolejny rok, czy dwa, żeby potem znowu do tego wrócić, niczym syn (czemu nie córka?) marnotrawny. Będę pisała o filmie, który obejrzałam, albo o książce, którą przeczytałam (albo raczej czytam, zawsze długo czytam książki), albo o książce, którą piszę (i pewnie nigdy jej nie skończę), albo o kasjerce, z którą rozmawiałam, albo o śnie, który mi się śnił i był dziwny... takie tam rzeczy. Może czasem opublikuję coś swojego. Oczywiście od pogadania sobie o rzeczach mam także terapeutkę, ale to jest droga zabawa, dlatego kiedy mnie nie stać (bo ja biedna studentka jestem), to będę tutaj się uzewnętrzniać.

Jeśli ktoś przypadkiem zbłądzi w odmętach internetu, bo też mi się to czasami zdarza,
to muszę z góry uprzedzić o sobie i moim stylu pisania. Moja fobia społeczna domaga się, żebym wytłumaczyła potencjalnemu czytelnikowi, o tym jaka jestem nawiedzona w dziwny sposób, żeby czytając moje pierdoły nie ocenił mnie negatywnie tylko dlatego, że mnie nie zna i się tego zupełnie nie spodziewał. Poniżej lista moich wad:

- czasami pretensjonalna w swoich przemyśleniach i osądach
- nawet kiedy mówię, że nie będę się rozpisywać, będę się rozpisywać (heh)
- mam tendencję do demonizowania swojej osoby, umniejszania swoich zasług
i umiejętności, patrzenia na swoją osobę w złym świetle, chcąc aby inni widzieli mnie tylko w pozytywnym, toteż
- jestem hipokrytką i czasem zachowuję się paradoksalnie
- lubię opisywać sytuacje jako poważniejsze, niż są w rzeczywistości
- często odchodzę od tematu, żeby rozpisać się zupełnie nie na temat, bo o czymś sobie pomyślałam
i chciałam to zapisać (a że to mój blog, to mogę)
- lubię koloryzować spotykające mnie sytuacje, więc jeśli będę tutaj coś opisywać, to mogę czasem to "podrasować"
- jestem niesystematyczna w swoich zainteresowaniach i zmienna jak ta rzeka (przypomniała mi się ta piosenka taka)
- lubię dodawać swoje wstawki i krótkie komentarze (najczęściej w nawiasach); pewnie mój polonista stwierdziłby, że za dużo tego i to zaburza całość odbioru, ale to mój blog, więc mogę nie stosować 
- lubię zdania wielokrotnie złożone, bo w ten sposób myślę
- lubię język angielski, więc czasem coś spolszczę, a czasem wrzucę całe zdanie po angielsku, bo
w ten sposób także myślę
- będzie mi się zdarzało pisać, tak jak rozmawiam na co dzień z ludźmi, więc czasem coś zanucę za pomocą kursywy albo walnę jakimś NO I GIT na końcu zdania
- jestem bardzo zachowawcza i nie lubię wydawać osądów i swoich rad, ani prawd, bo uważam to za wywyższanie się, a nie chciałabym, żeby ktoś za taką mnie uznał, także wracamy do mojej FOBIIIII SPOŁECZNEEEJ, bleh

Musicie mi wybaczyć, ale jestem na haju cukrowym. Właśnie zjadłam całe opakowanie czekoladowych ciasteczek holenderskich, wypiłam bananowego kubusia i właśnie zabieram się za 0,33 puszki coca-coli. Niestety lubię o takich szczegółach pisać.
Mam nadzieję w ten sposób poprawić swoją ortografię, bo studiując na politechnice nie ma szans na rozwinięcie swoich literackich horyzontów, ale kiedy już na "messengerze" piszesz bez znaków diakrytycznych i interpunkcyjnych, a potem zapominasz przez jakie cośtam pisze się cośtam, to wiedz- że coś się dzieje. Podobno czytanie pomaga, ale to robię równocześnie, także full pakiet service proszę.

Nic więcej do głowy mi nie przychodzi, więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie żałuję i nie wiem, czy jestem w stanie się poprawić. Dziękuję, do widzenia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Skazani na Shawshank

(Uwaga, wymagana jest znajomość filmu Skazani na Shawshank . Polecam go obejrzeć przed przeczytaniem.) Jeden kubek herbaty dziennie to dla mnie za mało. Cztery to teraz (tj. w okresie przedmaturalnym) norma, ale o różnych porach. Zielona, owocowa, ziołowa albo zwykły rumianek. Możliwości z resztą jest wiele. Zaparzyłam więc sobie rumianek dla ukojenia myśli i duszy. Deszcz hałasujący za oknem nie nastraja pozytywnie do życia, a już na pewno, gdy jest się nałogowym pesymistą. Dzisiaj byłam nim na pełny etat. Łzy lały mi się strugami, a hamulce, które do tej pory wstrzymywały mnie przed płakaniem w pobliżu ludzi, teraz ustąpiły. Szereg pechowych sytuacji, które od rana mnie nękały w końcu przyniosły swój skutek. Zmęczona myślami i beznadziejnością dnia postanowiłam obejrzeć film Skazani na Shawshank , który zmienił ten stan rzeczy. Oprócz tego zjadłam też kilka kawałków sernika, który został po świętach wielkanocnych, więc poprawa samopoczucia po seansie i takiej ilości cukru była s...

what about english?

Listen, I might just have an idea to write in english, how about that? I haven't even written anything in polish since the last post, but I wanted to try something different. Since I like this language and I used to speak it and write it quite a lot, I thought about going back to this habit of mine to challenge myself, to express my feelings, to push myself creatively. I love polish language and I love useing it in writing. Same goes with english. This post is a reminder for me not to give up on my interests and to keep getting better at skills that I have acquired. Also, this is a great opportunity to practise which I haven't done in a while. Source: freeimages.com Basically recently I've been to work (I've quitted since then) and there was a situation which required  me to speak english fluently. I was asked to translate for my boss because some very important person have visited our shop, and he was from America. Well well well (studnia, studnia, studnia xd...