Sen zawsze był dla mnie czymś więcej. Spanie mnie uspokajało, pozwalało zebrać myśli, albo je rozproszyć i przestać myśleć. Zawsze twierdziłam, i nadal tak uważam, że spanie może pomóc, jeśli czujesz się smutny albo jesteś skłócony z kimś. Tak jakby to było terapeutyczne przeżycie. Jestem śpiochem, więc lubię duuużo spać i kiedy tylko mogę, śpię ile wlezie. Większość ludzi uważa to za przyjemne i tylko niektórzy, ci zbyt ambitni, uważają to za stratę czasu, że niby "wyśpię się w grobie". Ale nie śpiąc normalnie można sobie zrobić wiele krzywdy, zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym. Tutaj będzie o nim raczej od strony emocjonalnej i uczuciowej, niż od strony naukowej.
Teraz, kiedy już ustaliliśmy, że spanie jest istotne i mocno wpływa na ludzi i ich funkcjonowanie, można z łatwością stwierdzić, że dla mnie, jako istoty bardzo wrażliwej, będzie to coś, czemu poświęcam dużo czasu i drugie tyle na przemyślenia o tym. O spaniu i śnieniu (jeżeli jest takie słowo) myślałam od zawsze i całkiem sporo. Kiedy byłam w liceum, zaczęłam zauważać czas, kiedy spałam na tak zwanym "automacie". Zasypiając wieczorem, następnie budziłam się rano i sen wydawał się trwać kilka minut, podczas gdy spałam sobie całą noc, zregenerowałam się i byłam w stanie normalnie iść do szkoły. Było to całkiem przydatne, bo nie myślałam dużo zasypiając, co sprawiało, że szybko zasypiałam i miałam więcej właściwego snu do "użycia", najs. Wieczorem kładę się spać, raz dwa, wstaję i do roboty. Szybko, łatwo i przyjemnie. Na pewno coś śniłam, bo potwierdzono to naukowo, tylko że tego nie pamiętam. Musiałam być w tamtych czasach jeszcze w miarę stabilna psychicznie, bo nie wykorzystywałam czasu odpoczynku na wolne pole do myślenia, co się potem stało niezależnie od tego, czy chciałam, czy nie.
Kiedy dłuższy czas miałam takie przyjemne spanie na automacie, co nie trwało bardzo długo i obecnie bardzo rzadko mi się zdarza (np. kiedy cieszę się na wyjazd gdzieś i chcę, żeby już było rano, żebyśmy mogli już być w drodze tam), potem nastąpił okres, kiedy trudno było mi zasypiać i praktycznie spędzałam godziny na myśleniu i analizowaniu różnych rzeczy, osób i sytuacji. Po dziś dzień miewam dni, kiedy sen wydaje się nie przychodzić i mijają legit godziny, zanim w końcu nieświadomie zapadam w głębszą fazę snu. To bardzo męczące, bo twój organizm jest już zmęczony, wszystko ci mówi, że teraz możesz odpocząć i wszystko jest na to gotowe (ruchy gałek ocznych spowalniają, proces trawienia spowalnia, bicie twojego serca i inne funkcje życiowe, o czym pamiętam jeszcze z lekcji biologii w liceum) i jesteś, z punktu widzenia fizjologii, gotowy do snu, podczas gdy głowa wykorzystuje to i zaczyna swoje. Pewnie wcześniej, w ciągu dnia, nie była na pierwszym planie, nie miałeś czasu sobie pewnych rzeczy przemyśleć, leciałeś dalej ze swoim dniem, podczas gdy podświadomie coś ciebie nurtowało, w dobrym znaczeniu lub złym. I dopiero, kiedy wszystko inne ucichło, twoje myśli otrzymały prawo głosu. Jestem winna myśleniu i mówieniu za dużo w normalnym trybie- dziennym, także w nocnym jestem równie aktywna pod tym względem. I niestety- moje myśli nie pozwalały mi zasypiać, co kończyło się tym, że ciągle chodziłam niewyspana i zmęczona, bo w nocy nie otrzymywałam wystarczającej ilości snu. Ale wtedy przynajmniej miewałam sny i pamiętałam z nich więcej, niż przedtem.
Z czasem wymyśliłam sobie prosty sposób do zasypiania, którego zdarza mi się używać po dziś dzień. Zwyczajnie wymyślasz sobie scenkę, czy też sytuację rodem z filmu, która wydaje ci się przyjemna i pożądana, i jest równie abstrakcyjna i oderwana od twojego obecnego życia. Na przykład, moim go to była scenka, kiedy wprowadzam się do nowego budynku albo mieszkania, rozpakowuję swoje rzeczy i spotykam swojego sąsiada, który okazuje się być bardzo przystojny i na dodatek w moim typie (najs); rozmawiamy dłuższy czas i nowo poznany sąsiad mówi, że dzisiaj są urodziny jego mamy i chciałby upiec ciasto, ale nie potrafi, i czy mogłabym mu pomóc, a tak w ogóle, to czy nie chciałabym z nim pójść jako osoba towarzysząca na przyjęcie urodzinowe jego matki. I oczywiście, w swoim śnie umiem wyśmienicie gotować i piec ciasta, a jako że jestem uczynna, a sąsiad bardzo potrzebuje mojej pomocy i ewidentnie mi się podoba, to piekę mu ciasto, a potem idziemy na imprezę. Tak, wiem, oglądam za dużo filmów, hehe. Zazwyczaj wcześniej, czy później, kiedy tak sobie wyobrażam taką akcję, nie zauważam nawet, kiedy zasypiam. Działa 90% at the time , także polecam. Ale nie musi to być zaraz scenka typu "rom-com". Kiedyś sobie wymyśliłam, że mój sen będzie się zaczynał od tego, że śpię sobie w domu (albo w akademiku, gdzie obecnie mieszkam) i nagle zaczyna się apokalipsa zombie. Całkiem abstrakcyjne, ale jak na mój umysł, całkiem prawdopodobne- idealne! Jestem wtedy zaniepokojona, ale mój umysł myśli o tym, jak przetrwać, co się stanie później, gdzie wyląduję i z kim, kogo poznam po drodze... i tak idzie historia, idealna na sen. Zazwyczaj, kiedy rano się budzę, okazuje się, że pamiętam tylko ten wymyślony przeze mnie początek i dalej nic. A czasem mój sen zszedł na inne tory i miałam sen zupełnie niezależny o tego, co sobie na początku wymyśliłam. Może to jest coś w rodzaju zwykłego popchnięcia wyobraźni, która sama w sobie gra ważną rolę podczas spania, żeby zaczęła działać, a ty żebyś mógł wejść w głębszą fazę snu i w końcu zasnąć. Nie wiem szczerze, ale na mnie działa to lepiej, niż liczenie do stu albo medytacja, bo ja za dużo myślę, jak na takie "nie wymagające myślenia" sposoby. Zamiast stopować mój umysł po chamsku, daję mu możliwość wykorzystania tego w sposób dla mnie pożądany- żeby tylko zasnąć.
Takie fazy różnego czasu zasypiania i śnienia rzeczy trwają czasem kilka miesięcy, żeby potem znowu się zmienić. Kiedy tak śpię na automacie połowę mojego czasu w liceum, tak moje "wstrzymujące mnie od snu" myślenie trwa przez cały pierwszy rok studiów. Jak widać, od jakiegoś czasu już analizuję mój sposób zasypiania i moje sny. Często zdarzało mi się pamiętać dość dobrze sen na tyle, że byłam w stanie przypomnieć sobie prawie wszystko podczas jakiegoś wykładu, siedząc na uczelni. Miałam taki czas, kiedy pamiętałam część moich snów, ale moje myśli tak ulotne, że nie zapisałam tego nigdzie. Ale ostatnimi czasy sny coraz mocniej na mnie wpływają, zwłaszcza na moje codzienne życie, i kiedy opowiadam o tym komuś, ten ktoś zaraz mi mówi "to tylko sen, nie przejmuj się tym za bardzo, nie myśl o tym, zapomnij", tak jakby to było takie proste, żeby nie myśleć (moja terapeutka śmieje się z tego, tak samo jak ja, bo dla mnie nie-myślenie, jest praktycznie niemożliwe). Często taka była reakcja mojej mamy, kiedy dzieliłam się z nią swoimi snami, i o tym jakie śmieszne, tragiczne albo dziwne śniło mi się coś. Ona, tak jak większość osób, traktuje to całkiem normalnie: miewam sny, są czasem kuriozalne, ale potem o nich zapominam i zajmuję się swoim życiem i ważniejszymi sprawami. Logiczne, ale niewykonalne dla mnie, bo sny zawsze wydawały się mieć dużo do czynienia z moim wewnętrznym "ja", któremu od zawsze poświęcałam więcej czasu, niż realnemu życiu.
No i tak od niedawna zaczęłam mieć coraz poważniejsze sny. Umiera nagle ktoś z rodziny, ważny dla mnie, i nikt wygląda się tym nie przejmować. Po takim śnie, który już kilka razy mi się zdarzył, budzę się rano z ogromnym niepokojem, smutkiem i przejęciem o daną osobę. Zdarzyło mi się zadzwonić do mamy i wypytać ją, czy ta osoba żyje i jak się miewa. Naturalnie, można zinterpretować to, że pewnie dawno tej osoby nie widziałam, myślę o niej, i pewnie powinnam się z nią zobaczyć albo skontaktować. Niestety, jakkolwiek logicznie to brzmi, mi pozostają bardzo wyraziste odczucia, które często towarzyszą przez kilka następnych dni, do momentu, kiedy już zapominam, o kogo chodziło w śnie, a myślę raczej o tym smutku i bólu, który na prawdę przeżyłam, i o tym jak bardzo to na mnie oddziałuje.
Ostatnio zdarza mi się spać bardzo długo, nawet po dwanaście godzin, i dopiero taka dawka snu wydaje się być wystarczająca. Większość osób, które to słyszą, reaguje zaskoczeniem, bo normą jest siedem albo osiem godzin. Jako, że jest początek semestru, a wcześniej były wakacje, to miała czas na sen i wykorzystywałam go właśnie w ten sposób. Kiedy tak nie nastawiałam budzika, z myślą, że za te osiem godzin normalnie się obudzę, to okazywało się, że rzeczywiście byłam w stanie obudzić się sama, ale dopiero po dwunastu godzinach. Według mojej kochanej mamusi, jest to zdecydowanie za dużo i nie jest to normalne, co potem owocuje w ów nienaturalnie emocjonalne sny, jako że więcej czasu spędzam w tej sferze sennej. Możliwe, że moja matka rodzicielka ma rację, ale przeprowadziłam eksperyment, kiedy starałam się obudzić wcześniej, i budząc się po ośmiu godzinach, nadal miewałam sny, które pozostawały emocje na dłużej. Bo niestety, większość z wywołuje negatywne odczucia.
Takie sny mam coraz częściej i zauważam, że poza mną, nikt zdaje się tym nie przejmować, bo i po co. Nie wiem po co, ale wiem jak silne są to uczucia. Coraz więcej też spędzam czasu na spaniu, i o ile wysypianie się jest przyjemne, a czasem i nie (ze względu na negatywne odczucia, jakie mi pozostają), to wydaje mi się, że coś jest nie tak i taka moja norma dwunastu godzin spania nie jest zdrowa. Nie bardzo wiem, co z tym zrobić, i czy jest sens się tym dzielić, skoro wszyscy zgodnie uważają, że "to tylko sny" i że wystarczy ograniczyć czas przeznaczony na sen, albo zwyczajnie zacząć coś robić ze swoim życiem, bo wtedy automatycznie będę miała mniej czasu na to (przeklęci ci ambitni).
Mimo wszystko, jak już napisałam na samym początku, dla mnie zawsze to było coś więcej, tak jak moja podświadomość i uczucia wewnętrzne zawsze były czymś istotnym dla mnie. Może czasem nawet zbyt istotnym, i w momencie kiedy zdawały się być bardziej istotne, niż życie na co dzień, wówczas zapadałam się w "dół". Może dlatego czułam mocną potrzebę napisania o tym, bo boję się, że znowu się tym za bardzo przejmę i pociągnie mnie to w ten "dół". Pewnie jeszcze na długo mi nie przejdzie takie śnienie i przeżywanie emocji, które to wywołuje, ale na pewno powinnam pilnować, żeby moje życie rzeczywiste nie zeszło na niebezpiecznie dalszy plan, ale to już temat na inny czas.

Komentarze
Prześlij komentarz